Uczta dla uszu – spełnione marzenie otrzymane w prezencie

Hej 🙂

Kilka artykułów wstecz pisałem o imprezie z okazji moich 40 urodzin oraz o niespodziance jaką zgotowali mi współpracownicy z najlepszego zespołu na świecie. Prezentem, który delegacja złożona z trzech kolegów przywiozła mi osobiście były dwa bilety na koncert wybitnego gitarzysty Pata Metheny we Wrocławiu. W zeszłym tygodniu mieliśmy okazję posmakować tego prezentu i chciałbym o tym smakowaniu słów kilka napisać. Zupełnie inaczej smakuje coś, co jest zauważone i traktowane jak spełniane marzenie od tego co by się mogło po prostu przydarzyć. Jak sprawić by spełnianie marzenia było jak uczta? Mam nadzieję, że odpowiedź znajdziecie za chwilę.

Jeden z pierwszych wpisów na blogu był poświęcony temu, że nie zauważamy tych momentów w których marzenia się spełniają. Przegapiamy je pomimo tego, że tak naprawdę dzieją się wokół nas. Opisałem tam cztery epizody pokazujące, ze tak naprawdę marzenia, które kiełkowały kiedyś w mojej głowie spełniły się w całej okazałości. Łączyła je jedna wspólna rzecz – wszystkie były przeżywane przeze mnie w pełni. W momencie ich spełniania byłem całkowicie skupiony na swoich odczuciach z tym związanych. W zeszłym tygodniu dzięki pomysłowi i inicjatywie rewelacyjnych kolegów i koleżanek z pracy miałem okazję bardzo dokładnie posmakować kolejnego spełnionego marzenia.

Już sama podróż do Wrocławia była dla nas czymś magicznym z tego powodu, że wybieraliśmy się tam z małżonką sami, razem, mając dzieci pod opieką babci, a dawno nam się nie wydarzyła taka okazja. To dało nam taki przedsmak tego co nas miało czekać na miejscu. Drugą cudownie smakującą warstwą tego prezentowego tortu urodzinowego było samo miejsce w którym odbywał się ten koncert. Kto miał okazję być w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu wie o czym mówię. Już z zewnątrz budynek robi niesamowite wrażenie, a sala koncertowa z jej klimatem i akustyką pozostawia wrażenie jeszcze długo po wyjściu z niej.

(fot. ze strony infomusic.pl)

W każdym razie postanowiłem być maksymalnie obecnym w trakcie przygody już od samego momentu przyjazdu do Wrocławia. Może się to Wam wydawać śmieszne – jak to być całkowicie obecnym? Przecież zawsze jest się całkowicie obecnym. Otóż nie zawsze. Czy zdarza się Wam czasami iść  lub jechać gdzieś i ze zdziwieniem stwierdzić, że jesteście już na miejscu? Albo na przykład jeść pyszne danie czytając coś w smartfonie i po skończonym posiłku mieć wrażenie, że w sumie nie wiadomo co jedliście? Właśnie dlatego by nie stracić nic z tego wyjazdu a w szczególności z samego koncertu postanowiłem wykorzystać całą swoją dotychczasową wiedzę z zakresu uważności.

Na tyle na ile umiem wyłączyłem w swojej głowie wszystkie przeszkadzajki i natrętne myśli, które co jakiś czas próbowały się bezczelnie do mojej głowy dostać. To sprawiło, że mój umysł chłonął obrazy z wnętrz Narodowego Forum Muzyki, chłonął wrzawę schodzącego się tłumu fanów mistrza gitary, chłonął pojawiające się ciekawość tego co miało za chwilę nastąpić. Już przed koncertem czułem się tak jakbym marzenie o uczcie muzycznej już przeżył – a przecież Pat nie zaczął jeszcze grać.

Prawdziwa wisienka na torcie miała dopiero nastąpić. Jak już zgasły światła, widzowie wstrzymali oddech, padło kilka słów wypowiedzianych przez Dyrektora koncertu, wszedł Pat i rozległy się brawa. Artysta usiadł na miejscu przygotowanym dla niego i wziął do ręki instrument. Pierwszy raz widziałem takie cudo. Wyglądało to jak zmutowana gitara. Nie wiem nawet jak się to nazywa i czy nie jest to jedyny egzemplarz na świecie stworzony właśnie dla niego. W każdym razie jak Pat zaczął na tym grać melodię to po moim kręgosłupie przeszedł prąd. Wyobraźcie sobie, na oko półtora tysiąca ludzi i totalna cisza wśród której po doskonałej akustycznie sali rozchodzą się dźwięki dobierane w taki sposób, że ma się wrażenie płynięcia w powietrzu. Pierwszy utwór trwał może mniej niż dziesięć minut a miałem wrażenie jakby mnie porwał na kilka godzin w egzotyczną podróż. W tym momencie wiedziałem już, że to wydarzenie pozostanie na długo w mojej pamięci.

(fot ze strony jazarium.pl)

Kolejne utwory grane przez Pata z towarzyszącym mu zespołem niebywale utalentowanych ludzi pokazywały mi po pierwsze kunszt i klasę muzyczną, po drugie uświadomiły mi jak ja niewiele wiem o muzyce. Na przykład perkusista wyprawiał takie rzeczy na swoim zestawie, że wydawał mi się człowiekiem o czterech rękach i czterech nogach. Pewne sekwencje rytmiczne wydawały mi się niemożliwe do uzyskania przez jednego człowieka w tym samym czasie. Cały koncert był dla mnie niesamowitym przeżyciem muzycznym, na tyle poruszającym zmysły i uczucia, że postanowiłem dołożyć maksimum starań by móc serwować sobie takie przeżycia zdecydowanie częściej. A muszę Wam powiedzieć, że PAT gra muzykę, która do tej pory nie porwała mnie jakoś szczególnie. Już chyba wiem dlaczego. Chyba żadna metoda odtworzenia dźwięków nie ma szansy przekazać nam tyle emocji co koncert na żywo w takich doskonałych warunkach.

Wiecie z moich poprzednich artykułów, że jesteśmy generalnie dość umuzykalnioną rodziną. Uwielbiamy muzykę i biernie, słuchając jej kiedy tylko mamy okazję i czynnie śpiewając czy grając na różnych instrumentach. Jednego jestem pewien. Po tym koncercie podarowanym mi przez mój zespół zrobię wszystko by móc uczestniczyć w podobnych ucztach muzycznych częściej. Na mojej liście marzeń od razu pojawiło się kilkanaście wydarzeń muzycznych na których prędzej czy później się pojawię. I jestem pewien, że już jak na tych wydarzeniach muzycznych się pojawię to będę je chłonął wszystkimi zmysłami tak jak zrobiłem to we Wrocławiu.

Drodzy marzyciele, nie będę Was namawiał do włożenia maksimum wysiłku w spełnianie marzeń związanych z muzyką, nie każdy to lubi i nie każdego to kręci. Natomiast będę Was namawiał do dwóch rzeczy. Po pierwsze mówcie i pokazujcie innym a w szczególności bliskim Wam osobom o tym co Was interesuje, co lubicie, co Was szczególnie kręci. Być może będziecie mieli tyle szczęścia co ja, że dostaniecie prezent spełniający Wasze marzenie. Chociaż muszę Wam się przyznać, że ja raczej powściągliwy jestem w wyrażaniu takich słów i w związku z tym ekipa miała ciężki orzech do zgryzienia chcąc trafić z prezentem. Ale to zmienię 🙂 . Po drugie, jak dochodzicie do mety w drodze do spełnienia Waszego marzenia, poświęćcie się całkowicie temu wydarzeniu. Poczujcie je wszystkimi zmysłami w całej okazałości. Bądźcie maksymalnie obecni w danej chwili. Delektujcie się każdym detalem. Wyciągnijcie z tej chwili totalnego maksa. Cieszcie się jak dziecko z oczekiwanej od dawna zabawki.

Spełnianie marzenia to jest coś co moim zdaniem należy do grupy najlepszych rzeczy jakie nas spotykają w naszym życiu. W końcu żyjemy po to by robić fajowe rzeczy 🙂 .

Pozdrawiam serdecznie

marzyciel.

Pokaż znajomym jak spełniać marzenia. Udostępnij post i polub nas na FB

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *