Trzy nawyki, kawałek zjedzonego słonia i o czym marzył Kamil Stoch.

wschod-2017-01-10

Hej 🙂

Dzisiejszy wpis będzie mówił o nawykach jakie postanowiłem w sobie na trwałe wyrobić w styczniu, opowiem też o kolejnym kawałku zjedzonego słonia, który symbolizuje jak na ten moment moje największe marzenie. Popatrzymy też chwilę na to o czym marzył Kamil Stoch jak był plus minus w wieku mojego syna. To jest piękny dowód na to, że trzeba marzyć i realizować marzenia 🙂 . Zatem zapraszam – nalej szklankę wody, rozsiądź się wygodnie i czytaj.

W poprzednim wpisie opowiedziałem Wam o tym, że rok 2017 będzie dla mnie głównie rokiem utrwalania dobrych nawyków. Na styczeń zaplanowałem sobie wyrobić trzy nawyki. Dlaczego akurat trzy? Ponieważ nie chcę zasypać się ilością nowości wprowadzanych do swojego poukładanego w miarę życia. Taki nawał rzeczy do zrobienia, nawyków do wprowadzenia, celów, interesów rzadko kiedy ma szansę powodzenia. Dużo lepiej skoncentrować się na kilku z nich a po zautomatyzowaniu ich wprowadzać następne i następne. Te pierwsze trzy nawyki wynikają bezpośrednio z moich marzeń. Dwa dotyczą zdrowia, trzeci języka angielskiego.

Czy marzycie sobie czasami by żyć długo i zdrowo? Oczywiście taki zestaw składa się w najczęściej przekazywanych życzeniach urodzinowo, imienionowo różnych. Znacie to prawda? 100 lat życia, zdrowia, szczęścia i radości. Mi coraz częściej zdarza się marzyć o tym, by za lat 40 a może i 50 być dziadkiem – a może i pradziadkiem – który będzie mógł pójść z wnukami, czy prawnukami do sadu, siąść na łące i opowiedzieć kilka ciekawych historii. Potem wsiąść na motor i przejechać się po okolicy. Wieczorem o ile wzrok pozwoli zagrać partyjkę bilarda w piwnicy pełnej wina itd itp. Do tego wszystkiego będzie mi potrzebne zdrowe ciało – które w pogoni za pracą i wygodą, a także w skutek lenistwa, przyzwyczajeń i złych nawyków dostało już trochę w kość. Muszę więc popracować nad ciałem i wyrobić w sobie nawyki, które pozwolą mi się cieszyć sprawnością w wieku 80 czy 90 lat.

Lubicie pić wodę? Jeżeli czytacie tego bloga – zakładam, że czytacie również i inne ciekawe rzeczy 🙂 . Pewnie zauważyliście, że w wielu miejscach w sieci, w wielu książkach a nawet w bardzo wielu programach telewizyjnych 🙂 mówi się o regularnym piciu wody. Dlaczego – ano dlatego, że i ja i Wy jesteśmy w większości zbudowani z wody więc musimy ją do organizmu dostarczać. Co ciekawe powinna to być woda a nie: kawa, herbata, napoje, cola, browarki, winka i inne napoje alkoholowe. Zawsze jak gdzieś na to trafiłem kiwałem z uznaniem głową i przez następny tydzień wypijałem od półtora do dwóch litrów wody. A potem wracałem do zasilania ciała wszystkim innym tylko nie wodą 🙂 . O dobroczynności wody możecie przeczytać w całym internecie więc nie będę tego przepisywał. Ważne by wyrobić sobie nawyk nawadniania ciała za co będzie ono wdzięczne – a najbardziej wdzięczny będzie najszybszy komputer świata czyli mózg.

Drugi ważny nawyk z którym walczę w styczniu to owoc. Co najmniej jeden owoc codziennie – obojętnie jaki. Obecnie na topie są banany, jabłka, pomarańcze, grejpfruty mandarynki i pomelo. To da sumę ponad 350 sporych owoców rocznie  – zamiast tabletek z witaminami wcinam witaminy naturalne. Co prawda nadal pozostaje niedosyt, że są to owoce niewiadomego pochodzenia ale już niedługo wiosna a potem będą owoce własne. Zobaczcie, że są to dość małe nawyki ale bardzo istotne. Biorąc pod uwagę, że czasami przez tydzień potrafiłem nie pić czystej wody lub przez kilka tygodni nie zjeść owocu to zmiana dla organizmu będzie znaczna. A wizja dziarskiego dziadka bardzo mi w tym pomaga. A propos dziarskiego dziadka – jest taki na YT – polecam 🙂 .

Już słyszę jak część z Was mówi: ale ja nie lubię wody, ale ja zapominam, ale woda kosztuje, ale owoce nie zawsze są pod ręką, ale, ale ,ale… Też to usłyszeliście? Ok mówię teraz do osób którym woda nie smakuje – mi też nie smakowała 🙂 . Pamiętam, jak pracowałem w Niemczech na polu z truskawkami. O ile przy zbiorze owoców (truskawki, wiśnie, śliwki czy jabłka) nie było problemu z piciem  – bo owoce były soczyste to już przy sadzeniu truskawek był pewien problem. Bywało, że na tak zwanej patelni (totalny brak cienia) po zakrapianym browarem wieczorze od 9:00 do 13:00 nie miałem picia. W ustach pieprz, w słońcu 40 stopni, woda pół kilometra od miejsca pracy i wizja, że do przerwy jeszcze godzina. Jestem pewien, że na Saharze podczas maratonu bardziej chce się pić – ale uwierzcie mi, że w tamtym momencie marzyłem o wodzie jak nigdy. Powstrzymajcie się przez cały dzień od picia z nastawieniem, że wieczorem macie tylko wodę – zobaczycie jak Wam zasmakuje. Ostatnio woda smakowała mi jak najlepszy na świecie napój gdy pracowałem przy rozbiórce budowlanej – machałem naprawdę potężnym młotem w totalnym upale. Uwierzcie mi, woda potrafi dać naprawdę maksimum cudownych odczuć 🙂 .

Inny nawyk, który w styczniu wziąłem na warsztat to angielski. Prawdopodobnie większość z Was zna ten język lepiej niż ja. Do tej pory języka angielskiego uczyłem się trzy lata na studiach, rok na kursie i około rok samemu – bardzo nieregularnie. Co umiem? Co prawda trochę więcej niż Aj czeńdż maj hart czy Ajlowiu ale też dużo mniej niż mój syn będący w 4 klasie podstawówki (z dodatkowymi lekcjami od dwóch lat). Wcześniej zganiałem to na brak czasu  i tak zwaną nieumiejętność nauki czy nielubienie języków obcych. Człowiek to potrafi sobie wszystko do bańki wrzucić byle tylko nie narazić się na jakikolwiek wysiłek 🙂 . Obiecałem sobie, że od stycznia w każdy dzień w którym nie muszę wcześniej wyjeżdżać do pracy będę poświęcał godzinę na naukę języka z systematycznym internetowym kursem. To mi powinno dać w roku około 150 godzin nauki. Chyba wystarczy na poziom A1/A2 🙂 . Do tego oglądam codziennie krótkie filmy na YT po angielsku z napisami w celu osłuchania. Obiecuję dać Wam informację za jakiś czas jak mi idzie. Najważniejsze – to wyrobić w sobie nawyki i jechać do przodu.

Teraz o słoniu 🙂 . Wiecie o tym, że naszym celem jest własny raj na ziemi – w skrócie miejsce w którym będziemy czuli się jak w raju – miejsce docelowe – dostosowane całkowicie do naszych wyobrażeń, miejsce w którym będziemy mogli mieszkać do końca naszych dni (choć wcale nie powiedziane, że tam zostaniemy bo marzenia mogą się rodzić cały czas). W tym tygodniu udało nam się sfinalizować pewną transakcję, która znacznie przybliżyła nas do osiągnięcia celu. Co prawda została nam jeszcze większość słonia do zjedzenia ale spokojnie – wspólnie po kawałku damy radę go zjeść. O co chodzi ze słoniem – możecie przeczytać tutaj.

Drodzy marzyciele – jeżeli czasem Wam się wydaje, że nie warto marzyć o rzeczach wielkich czy małych docierajcie do ludzi, którym się to udało. Właśnie po to by dostać mocnego motywacyjnego kopa. Znacie Kamila Stocha? No jasne, że znacie – kto go nie zna? Ok – może i parę osób go nie zna – jednak większość będzie wiedziała, że jest to godny następca Adama Małysza (tego skoczka na bank każdy zna 🙂 ). Parę dni temu przez FB przetoczył się bardzo ciekawy archiwalny filmik na którym Kamil jako dziecko opowiada o swoich początkach oraz mówi o czym marzy. Niesamowity króciutki wywiad w którym dowiadujemy się, że mały Kamil marzy o zdobyciu złotego medalu olimpijskiego. Co zrobił w 2014 roku? Zdobył dwa złote medale olimpijskie. Spróbujcie powiedzieć sobie po obejrzeniu tego filmu, że nie warto marzyć  🙂 .

 

Pozdrawiam Serdecznie – marzyciel.

Pokaż znajomym jak spełniać marzenia. Udostępnij post i polub nas na FB

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *