Totalny nokaut – rekordowa akcja dla Jasia i życiowe lekcje.

Hej 🙂

To co widzicie na obrazku to uśmiech Jasia, który dzięki wspaniałym ludziom ma szansę powalczyć o swoje życie. Poprzedni tydzień minął mi i dziesiątkom tysięcy osób na walce we wspólnej sprawie. I wygraliśmy – udało się uzbierać potrzebną do rozpoczęcia trudnego etapu leczenia kwotę. Coś co się działo wokół tej akcji przerosło chyba wszystkie oczekiwania. W dzisiejszym artykule o tym czego nauczyłem się obserwując to poruszenie i uczestnicząc aktywnie w Licytacji dla Jasia. Może komuś te lekcje również się przydadzą.

Na wstępie jednak chcę Wam bardzo podziękować. Dzięki Wam i Waszym udostępnieniom, polubieniom, komentarzom i wszystkim interakcjom moja wiadomość na FB dotarła do prawie 100 tysięcy osób. Post został udostępniony prawie 1100 razy. Tyle osób zdecydowało, że chociaż takim gestem pomoże Jasiowi w walce o życie. Ten post nie zniknie dopóki będzie trwała cała akcja. Jak mogliście przeczytać na stronie licytacji dla Jasia zbiórka cały czas trwa. Rodzice Jasia, którzy mają już całą potrzebną do podjęcia leczenia kwotę zdecydowali się przeznaczyć całą nadwyżkę na ratowanie Krystiana, który ma jeszcze mniej czasu niż Jasiu i którego rodzina i otoczenie również mobilizuje siły by uzbierać te pieniądze. I wiecie co – patrząc na sukces jakiego dokonali wspólnie wszyscy pomagający, gdzie kolejne dziesiątki tysięcy złotych przyrastały w tempie geometrycznym wierzę, że uda się i dla Krystiana uzbierać potrzebną kwotę.

Smutne jest tylko to, że tak naprawdę jako społeczeństwo zbieramy pieniądze co miesiąc wrzucając do bezdennej puszki jaką jest NFZ i rozchodzą się one często na rzeczy w porównaniu do możliwości uratowania życia śmieszne, wręcz tragicznie śmieszne. Bezsilność wobec decyzji podejmowanych przez decydentów na szczęście przegrywa z wolą walki o życie najbliższych i to jest pierwsza lekcja jaką otrzymałem. Sytuacja związana z marzeniem rodziców Jasia i Krystiana o uratowanie ich, o pozwolenie im żyć pokazała mi, że nigdy nie wolno się poddawać. Że w sprawach ważnych nie wolno na moment sobie odpuścić, że jak trzeba to należy prosić i błagać innych o pomoc. Jak śpiewał Czesław Niemen – zresztą były mieszkaniec Świebodzina – „lecz ludzi dobrej woli jest więcej i mocno wierzę w to, że ten świat, nie zginie nigdy dzięki nim.”

Kolejną lekcją jaką odebrałem jest fakt, że w obliczu takiej tragedii ludzie są gotowi oddać to na czym im bardzo zależało, to co kochali, co trzymali jako trofeum a wreszcie podzielić się czymś co jest im samym niezbędne. Do tej pory łza mi się kręci w oku jak przypomnę sobie moją wizytę u osoby, która wygrała licytację wystawionej przeze mnie biżuterii. Postanowiłem zawieźć wylicytowany przedmiot osobiście bo tak było najprościej i najszybciej. Na miejscu okazało się, że kobieta, która kupiła ten przedmiot za kwotę bardzo wysoko przewyższającą jego wartość jest mamą niepełnosprawnego chłopca. Chłopca zmagającego się z wieloma przytłaczającymi chorobami i wadami. Ja boję się nawet myśleć o ogromie siły jaki ta osoba wraz ze swoją rodziną muszą posiadać by móc odnaleźć się w takiej sytuacji i podołać wszystkim problemom. Ta kobieta powiedziała mi zdanie, które do tej pory dźwięczy mi w uszach: ” nieważne jest, że ta biżuteria jest dużo mniej warta, przecież tu chodzi o uratowanie Jasia, sama wiem co to znaczy bo jestem mamą niepełnosprawnego syna” Fakt, że osoba w takiej sytuacji dzieli się dużymi jak dla mnie pieniędzmi z innymi będącymi w potrzebie, gdy sama zapewne jest w trudnej sytuacji jako mama dziecka wymagającego specjalistycznego sprzętu, przystosowania warunków do jego niepełnosprawności i zapewne kosztownej rehabilitacji wbija mnie w fotel. Jeżeli zdarzy się tak, że Pani to przeczyta, to chcę żeby Pani wiedziała, że jestem pełen podziwu dla Pani postawy i dziękuję za pokazanie mi tak wielkiej siły i empatii. Mam nadzieję, że to dobro do Pani i Pani rodziny wróci spotęgowane.

Następna lekcja jaką wyniosłem to fakt, że duże media nie mają interesu w nagłaśnianiu tego typu spraw. Pewnie nie tylko ja wpadłem na pomysł by próbować dotrzeć do mediów różnymi kanałami. Odzew był totalnie zerowy. Niestety informacja o tego typu sytuacji, o umierających dzieciach potrzebujących pomocy, o ludziach, którzy walczą i sami się organizują by uzbierać niebotyczne kwoty dla mediów są niemedialne. Dużo ważniejsze jest informowanie społeczeństwa o przepychankach politycznych, awanturach sejmowych, aresztowaniach działaczy czy innych dobrze sprzedających się jak świeże bułeczki tematów. Na szczęście  – i tu kolejna lekcja – można liczyć na małe lokalne media, które od początku wspierały w różnych formach inicjatywę zbierania pieniędzy. Tu liczy się nie tylko biznes i reklamodawcy ale też ludzka uczciwość, empatia i chęć pomocy.

Kolejną lekcją jest fakt, że razem możemy naprawdę zmieniać losy poszczególnych osób, a idąc tym torem jesteśmy w stanie zrobić dużo więcej. Muszę Wam powiedzieć, że po tej sytuacji ze zbiórką a w szczególności z tempem i ilością osób zaangażowanych – a na dzień dzisiejszy grupa liczy ponad 40 tysięcy osób – jest mi lżej. Lżej dlatego, że takie wydarzenia bardzo mocno przywracają wiarę w ludzi. Pokazują, że rzeczywiście dobrych ludzi jest więcej. Pokazują, że dostajemy niepotrzebnie obraz społeczeństwa zgorzkniałego, patrzącego na swój czubek nosa, życzącego bliźniemu jak najgorzej a te obrazy to kłamstwo. Oczywiście w każdej grupie znajdzie się czarna owca – na szczęście patrząc na ogół są to wyjątki.

Moi drodzy marzyciele. Jeszcze raz dziękuję Wam za zaangażowanie, dzięki któremu wierzę, że została dorzucona cegiełka – a może nawet całkiem pokaźna cegła do zbiórki. Cieszę się, że dane mi było być uczestnikiem tych wydarzeń choć w głębi serca życzyłbym sobie i wszystkim aby takie powody nigdy nie istniały. Zachęcam do aktywnej pomocy potrzebującym. Z informacji jakie posiadam na dzień dzisiejszy wynika, że kwota na rehabilitację i powrót do życia Szymka o którym pisałem w listopadzie też jest już prawie w całości zebrana. Mam marzenie, że Ci trzej chłopcy Jasiu, Krystian i Szymek będą mogli dzięki dobrym ludziom cieszyć się życiem. Mam również marzenie, że Kasia, która ma tu na tym blogu swoje miejsce – swoją wyspę pozytywnego myślenia również dostanie szansę i uda jej się nazbierać kwotę potrzebną do w miarę normalnego funkcjonowania – chociaż ja do tej pory nie potrafię uwierzyć, że w jej sytuacji można z takim entuzjazmem podchodzić do życia.

Zachęcam Was do polubienia bloga Kasi na FB – to ile ona radości potrafi wykrzesać ze swojego życia pokazuje jak słabo ja się potrafię cieszyć swoim – a Ci którzy mnie znają wiedzą, że jestem osobą wybitnie zadowoloną z życia.

Pozdrawiam Was serdecznie.

marzyciel.

 

 

Pokaż znajomym jak spełniać marzenia. Udostępnij post i polub nas na FB

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *