Niemożliwe nie istnieje – historia poruszająca tłumy – i najważniejsze marzenie.

Hej 🙂

Dzisiaj opowiem Wam o czymś niesamowitym co wydarzyło się w okolicy w której mieszkam. O ile powód tego co się stało jest bardzo tragiczny to dalsza część tego czego mam przyjemność być świadkiem jest niesamowita i daje nadzieję na spełnienie najważniejszego marzenia na świecie. Okazuje się, że naszą narodową cechą jest nie tylko narzekanie ale coś jeszcze – coś co definiuje nas jako ludzi, coś z czego jestem dumny żyjąc wśród tych właśnie ludzi, coś co powoduje, że niemożliwe staje się możliwe. Dzisiejszy artykuł jest dla Jasia. I dla wszystkich, którzy o niego walczą. Zaczynamy.

Historia ta rozpoczyna się bardzo źle. W małej miejscowości niedaleko znanego z największego pomnika Jezusa Świebodzina mieszka Jasiu. Niespełna trzyletni chłopczyk, który od długiego czasu zmaga się z ogromem nieszczęścia w postaci chorób. Ostatnie wieści jednak przygwoździły rodziców i bliskich Jasia do ziemi. Jasiu jest chory na raka i jedyną dla niego szansą jest bardzo droga ale skuteczna terapia immunologiczna. Niestety okazało się, że ta szansa jest dostępna tylko za pieniądze, wielkie – ogromne pieniądze. NFZ nie refunduje takiej terapii i rodzice Jasia muszą zebrać w krótkim czasie 1 milion złotych.

Nie wiem jak ja bym się poczuł w takim momencie w jakim znaleźli się po usłyszeniu tych informacji rodzice Jasia. Nawet nie próbuję sobie tego wyobrażać bo moja zbyt plastyczna wyobraźnia mogłaby mnie doprowadzić do rozpaczy. Rodzice Jasia postanowili oczywiście walczyć o niego wszelkimi dostępnymi metodami i z pomocą rodziny i znajomych rozpoczęli trudną i prawie niemożliwą drogę do uzbierania samodzielnie tej sumy.

W tym momencie zaczęło się dziać coś niesamowitego. Na FB została utworzona specjalna grupa „Licytacja dla Jasia” na której członkowie grupy mogą wystawiać przedmioty lub licytować i zdobywać je – przy czym wszystkie pieniądze uzyskane w ten sposób trafiają na konto fundacji pod opieką której znajduje się Jasiu. Linki oczywiście podam na końcu artykułu. Co ważne grupa zaczęła się szybko rozrastać. Pękł pierwszy tysiąc członków, potem kolejny i kolejny. Na aukcjach zaczęły się pojawiać pierwsze przedmioty i usługi. Pierwsi licytujący zaczęli proponować coraz większe sumy pieniędzy. Na koncie fundacji zaczęły się pojawiać pierwsze pieniądze.

W ciągu kilku dni grupa rozrosła się do ponad 10 tys członków a konto fundacji zanotowało ponad 100 tys wpłat. Akcja zataczała coraz szersze kręgi a ludzie zaczęli wystawiać coraz wymyślniejsze przedmioty i usługi oraz oferować naprawdę duże pieniądze za różne drobiazgi. Od momentu jak zacząłem obserwować i uczestniczyć w tym co się dzieje grupa urosła do ponad 30 tysięcy członków. Na aukcjach dało się zauważyć takie perełki jak Fiat 126p czy trabant podarowane przez naszych przyjaciół. Obydwa samochody są do wylicytowania do 4 marca. Są licytacje niezmierzonej ilości usług kosmetycznych, związanych z tortami, wszelkiego rodzaju robótek ręcznych i dzieł sztuki, sesji fotograficznych. Naprawdę nie ma takiej dziedziny z której aukcje na rzecz Jasia nie pojawiły się na tej szalonej grupie. Piekne trofea, medale, numizmaty czy osobiste pamiątki po niezwykłych wydarzeniach jak na przykład rękawica podpisana przez Kliczkę przed jego walką, która osiągnęła zawrotną cenę ponad 10 tys zł. Są bohaterowie, którzy za zdjęcie Jasia z uśmiechem wpłacili potężne pieniądze jak i Ci, którzy pomimo przegrania aukcji i tak wpłacili proponowaną przez siebie kwotę.

Każdy pomaga jak może, dzieci oddają swoje zabawki, rysują obrazki, oddają to co mają najcenniejszego by pomóc małemu Jasiowi. Uwierzcie mi, że jak to piszę to łzy same cisną się do oczu. Na koncie fundacji można zobaczyć wielkie wpłaty ale też i te całkiem małe – które są tym bardziej cenne ponieważ zapewne dane przez kogoś kto tylko tyle mógł ofiarować i właśnie to zrobił. Ludzie zaczynają się organizować w grupy i zbierać dodatkowe pieniądze. Świebodzińskie morsy zrobiły specjalną akcję podczas naprawdę mroźnej niedzieli. Na 18 marca szykowana jest wielka impreza którą uświetnią swoimi występami Falicjan Andrzejczak, Piotr Nowak i szalony Czadoman. Cała kasa z tej imprezy idzie na zbiórkę Jasia.

Lokalne media bardzo pomagają w akcji, te ogólnopolskie póki co milczą. Na tę chwilę jest w skarbonkach fundacji ponad 450 tys zł. Okazuje się, że w nas, sąsiadach, współmieszkańcach, rodakach są naprawdę ogromne pokłady dobra, które aktywują się właśnie w takich momentach. Obecnie niemożliwy na początku drogi milion staje się coraz bardziej realny. To co kilkanaście dni temu zdawało się niemożliwe dzisiaj jest jak najbardziej do spełnienia.

 

Kiedyś napisałem taki szalony artykuł – I have a dream, w którym pokazałem utopijny piękny świat, który mi się czasami marzy. To co się dzieje w sprawie Jasia wśród ludzi, których serca rwą się do pomocy jest właśnie częścią tego świata w którym chcę żyć. To Ci wszyscy ludzie, którzy chociaż sami mają bardzo niewiele dzielą się tym co mogą by tylko pomóc. Jak widzę na stronie zbiórki wpłatę 3 zł czy 5 zł to jestem dumny z tego, że ten ktoś to wpłacił. Jak widzę wystawiane na licytacje własnoręcznie wykonane niewielkie robótki czy rysunki to jestem autentycznie dumny z tych ludzi. To, że ludzie mający trochę więcej pieniędzy dzielą się nimi tak szczodrze burzy skutecznie niesprawiedliwe generalizowanie utartych w naszym społeczeństwie schematów na ich temat.

Kochani polecam Wam serdecznie – tym, którzy jeszcze o akcji nie wiedzą – wejdźcie na stronę fundacji, przeczytajcie apel Taty Jasia. Zapiszcie się do grupy „licytacja dla Jasia” – możecie tam znaleźć naprawdę cuda – od pierogów domowej roboty po przejażdżkę superszybkimi autami, od biżuterii po wynajęcie ludzi na godziny do umycia okien czy skopania ogródka, od rysunków dzieci po piękne obrazy artystów. Prywatne koncerty, masaże, tatuaże, projekty domów. Sami też możecie wystawić coś co się komuś może przydać. Ja do poprzednich zestawów biżuterii dzisiaj dorzucam na aukcję książkę z autografem znanego Wam z poprzednich wpisów Jakuba B Bączka, którego wykład miałem przyjemność obejrzeć w Poznaniu. Książkę #25miniemerytur przeczytałem, a autograf niech przyniesie komuś jeszcze inspirację do spełniania swoich marzeń.

Głęboko wierzę, że uda się rodzicom Jasia z pomocą dziesiątek tysięcy ludzi uzbierać tę kwotę a co najważniejsze, że uda się Jasia wyleczyć. Że uda się spełnić to najważniejsze w życiu marzenie – aby żyć. Ten mały chłopiec ze swoimi dzielnymi rodzicami i ich przyjaciółmi dokonali czegoś niesamowitego. Zjednoczyli w bardzo krótkim czasie mnóstwo ludzi, którzy pokazali, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, że można na nich liczyć, że jesteśmy narodem braci i sióstr, którzy są w stanie w szczytnym celu stanąć ramię w ramię i pokonać chorobę, zebrać niewyobrażalne sumy pieniędzy, wskrzesić ogromne pokłady energii by pomóc.

Drodzy marzyciele bardzo Was proszę tak jak w poprzednich artykułach o ratowaniu życia Szymka i Kasi tak i teraz. Udostępniajcie ten artykuł na FB i w innych miejscach w sieci. Pokazujcie znajomym całą akcję, włączcie się do Licytacji dla Jasia. Wpłaćcie parę złotych na konto fundacji. Razem możemy przenosić góry i to nie slogan – to się dzieje naprawdę.

Pozdrawiam marzyciel.

I obiecane linki:

Strona z licytacjami na FB

Strona fundacji gdzie można wpłacać Pieniądze

Artykuł w Gazecie Lubuskiej o akcji

UDOSTĘPNIAMY!!!!!!!!

Pokaż znajomym jak spełniać marzenia. Udostępnij post i polub nas na FB

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *