Nie zawsze jest różowo nawet u marzyciela. Rzecz o przeszkodach.

Hej 🙂

Spotkałem się z opiniami, że skoro udaje mi się spełniać marzenia i cieszę się życiem tak jak się cieszę to pewnie wszystko mi się udaje i dlatego mam łatwiej. Czas odczarować trochę ten obraz i na konkretnym przykładzie pokazać, że nie wszystkie marzenia marzyciela się spełniają. Co nie przeszkadza mi nadal maksymalnie  cieszyć się życiem i spełniać inne marzenia. Co takiego skłoniło mnie do napisania tego artykułu i jakiego marzenia na razie, a może i nigdy nie spełnię. Ciekawi? No to lecimy.

Niedalej jak w tę niedzielę znajomy zahaczył mnie po meczu piłki nożnej inaugurującym nadejście wiosny i zapytał – „Hej marzyciel to ile marzeń już udało Ci się spełnić?” Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że nie liczę ale spełniam je cały czas. Przy okazji bardzo ważna rzecz przyszła mi do głowy – nie popełniajcie błędu i nie róbcie z marzeń rankingu ilości, nie ścigajcie się z wyimaginowanym lub rzeczywistym przeciwnikiem na ilość spełnianych marzeń – bo straci to swój pierwotny urok i smak. Wracając do niedzielnego spotkania pomyślałem sobie, że coraz więcej ludzi w moim otoczeniu identyfikuje mnie jako gościa, który coś tam pisze o marzeniach, spełnia swoje i nie tylko swoje marzenia i wszystko mu się udaje. I tak naprawdę cały czas ma z górki – nawet jak pod górkę to z górki 🙂 .

W pewnym sensie jest w tym trochę prawdy. Nauczyłem się dawno temu patrzeć na te jaśniejsze strony życia i cieszyć się z tego, że one są – chociaż czasami ukryte w głębokim lesie przeciwności. Dlatego nawet jak życie daje mi mniej lub bardziej potężnego kopa po chwilowym zamroczeniu i przepracowaniu u siebie w głowie tematu wracam do wcześniejszej postaci. Postaci, w której  wolę koncentrować się na tych sprawach, które przynoszą mi radość, a do tych spraw należą również marzenia i ich spełnianie.

Ale ok – skoro już aż tu doszliście to pewnie ciekawi jesteście co to za marzenie, którego nie uda mi się spełnić – przynajmniej w najbliższym czasie, a kto wie, może i nigdy, (chociaż ja na razie nie dopuszczam tej myśli do głowy – jak to ja :-)). Część z Was pewnie już ma tę nieciekawą okazję do przekonywania się co rano, że jak coś nie łupie w krzyżu czy w kolanach – ewentualnie nie napiernicza łeb rano po wstaniu to znaczy, że nie żyjesz 🙂 . Jest to przypadłość pewnego wieku – chociaż mam wrażenie, że pomimo rozwoju medycyny ten stan pojawia się dużo wcześniej niż kiedyś – albo to mój biologiczny zegar tak gna. Podobnie jest i u mnie. W skutek wcześniejszego trybu życia, ciężkiej pracy fizycznej od czasu do czasu, braku posłuchu u Ojca, który jak się okazuje teraz słusznie chciał mnie przekonać do odpowiedniego dźwigania ciężkich rzeczy odezwał się kilka lat temu kręgosłup. Odzywał się przy różnych okazjach, najczęściej przy jakimś wysiłku fizycznym. Jak to na wsi – jakieś drzewo do pocięcia i porąbania, jakieś ogródki, jakieś remonty i tym podobne rzeczy.

Mój siedzący tryb życia – komputer i auto dopełniły całości i ból stawał coraz większy i częstszy. Okazało się, że trzeba w końcu skorzystać ze służby zdrowia. Po serii wizyt u różnych specjalistów udało mi się dostać na rezonans magnetyczny. I co się okazało. Pamiętacie z wpisu z początku roku o marzeniach, które chcę spełnić – jedno z nich mówiło o przebiegnięciu ciągiem 5 kilometrów. Po co? By po pierwsze rozruszać swoje zastygnięte ciało – po drugie by udowodnić sobie, że potrafię – bo tak naprawdę nie jest to jakiś ogromny dystans a ja nie pamiętam by udało mi się go kiedykolwiek przebiec. Okazało się jednak, że na tę chwilę próba spełnienia tego marzenia była by co najmniej nieodpowiedzialna z mojej strony.

Rezonans magnetyczny dał bardzo dokładny obraz tego co się dzieje w moim ciele i okazało się, że wyskoczyło mi coś takiego jak przepuklina kręgosłupa. Nie jest to coś nadzwyczajnego bo dotyka sporą część społeczeństwa ale problem leży w rodzaju przepukliny. Niestety u mnie ma ona postać dość zaawansowaną co można powiedzieć sam sobie zafundowałem jak typowy facet. Przecież jak boli to poboli i przestanie. Jasne, nie przestanie, będzie napierniczać coraz mocniej i częściej i dopiero jak ból robi się nie do zniesienia facet idzie do lekarza i najczęściej jest  wtedy już pozamiatane.  To samo było u mnie. Może gdybym poszedł do lekarza 10 lat wcześniej to wystarczyłoby pomasować rękoma kogoś kto się zna, naświetlić czymś ciepłym i czerwonym i byłoby po kłopocie. Z relacji ortopedy wynika, że u mnie nie musi być tak łatwo.

W każdym razie bieganie mogę sobie na razie odpuścić. Inne aktywności fizyczne oprócz zalecanych ćwiczeń rehabilitacyjnych również. Moje marzenie o pięciu kilometrach odstawiam na półkę „kiedyś/może” i biorę się za leczenie tego co można jeszcze wyleczyć. Czy to spowodowało, że przestałem spełniać inne moje marzenia? Oczywiście, że nie. Cały czas działam w kierunku spełniania różnych marzeń z mojej listy. Cały czas powstają na niej nowe. Cały czas cieszę się z życia i korzystam na tyle na ile mogę. To, że moje problemy zdrowotne – zresztą częściowo pewnie spowodowane moim trybem życia nie pozwalają mi czegoś spełnić dzisiaj nie musi oznaczać, że nie spełnię tego nigdy. A nawet jeżeli to właśnie oznacza to i tak – jak mówił Morgan Freeman – „na szczęście masz milion możliwości” co ja przekładam na swój język i mówię – nadal mam miliony marzeń do spełnienia.

Moi drodzy – nie zawsze będzie tak jak chcemy. Nie zawsze zrealizujemy wszystko to co sobie zaplanowaliśmy. Nie zawsze uda się na 100%. Czasami są przeszkody, które uniemożliwią Wam spełnienie jakiegoś marzenia, bądź nawet całej kategorii marzeń. Ale pamiętajcie, że to Wy tworzycie swoje cele i marzenia i jeżeli poświęcicie na to czas i znajdziecie mnóstwo rzeczy, które chcielibyście przeżyć, zobaczyć czy poczuć to zawsze będziecie mogli przesunąć niemożliwe na koniec kolejki i zająć się tymi możliwymi do spełnienia pomimo przeszkód.

Póki co – muszę wstać i rozprostować stare 40 letnie kości 🙂 . Życzę Wam wszystkiego dobrego i przede wszystkim zdrowia – bo jak jest zdrowie to całą resztę można ogarnąć.

Pozdrawiam – marzyciel.

Pokaż znajomym jak spełniać marzenia. Udostępnij post i polub nas na FB

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *