Konie na nieboskłonie – jak czerpać z radości dzieci :-) i jedno klimatyczne miejsce.

Hej 🙂

Witajcie po Świątecznej przerwie. Pewnie każdy z Was zna to uczucie gdy za Waszą sprawą pojawia się tak zwany banan na twarzy kogoś bliskiego. Niektórzy z Was znają zapewne najlepszy rodzaj takiego uczucia – czyli uśmiech własnego dziecka. W dzisiejszym artykule właśnie o tym – co daje mi spełnianie marzeń moich dzieci. Polecam szczególnie tym, którzy są  na tyle zaganiani, że nie mają czasu pomyśleć o tym ile radości może dać spełnianie czyjegoś marzenia. Dzisiaj na kowbojsko – iiiihhhhaaaaa.

Marzenia mają to do siebie, że potrafią już dość wcześnie kiełkować w głowach całkiem malutkich ludzików. Co ciekawe już małe dzieci wykazują skłonności, że coś lubią bardziej a coś mniej. Z czasem te sympatie nabierają coś bardziej realnych kształtów i zamieniają się w prawdziwe pasje i marzenia. Niestety marzenia mają jeszcze jedną cechę – są stosunkowo łatwo odkładane z powodu nadawania im niskiej rangi czy dalszego stopnia w ustaleniu priorytetów. Wydaje nam się, że jest do zrobienia dużo o wiele bardziej ważnych spraw. O ile my – dorośli jesteśmy w stanie to sobie jakoś zracjonalizować i odpuścić spełnianie marzeń – to dzieciom już nie jest tak łatwo. Dzieci w przeciwieństwie do nas pragną ich spełnienia całym swoim sercem. Swoją drogą – nam dorosłym przydałby się taki dziecięcy entuzjazm nie tylko w sferze marzeń ale i w każdej innej.

W każdym razie moja córka od bardzo dawna marzyła o jeździe na koniu. Najlepiej o posiadaniu własnego konia a jeszcze lepiej całej stadniny koni 🙂 . Pamiętam jak  na pewnej dobroczynnej imprezie organizowanej dla chorego chłopca były pokazy jazdy konnej organizowane przez okoliczną stadninę. Już wtedy niespełna dwuletnia córka była zafascynowana tymi pięknymi dostojnymi zwierzętami. I to chyba wtedy pierwszy raz miała okazję siedzieć na koniu prowadzonym przez właścicielkę bądź instruktorkę. Uśmiech na jej twarzy mówił wszystko – a konie to były w jej ustach „isiaki” . Od tamtej pory jak tylko była okazja to musieliśmy zaliczyć wszelkie okoliczne imprezy gdzie były owe „isiaki” by chociaż przez chwilę mogła je zobaczyć, dotknąć czy się na nich przejechać.

Było pewne jak w banku, że ta miłość dziecięca przerodzi się w coś więcej, że tylko kwestią czasu jest to, że będzie chciała na nich jeździć. Zgodnie z żoną podjęliśmy dawno temu decyzję, że na ile będziemy sobie w stanie pozwolić będziemy starali się spełniać marzenia dzieci pokazując im, że warto o nie dbać i wierzyć w to że się spełnią. W zeszłym roku odbyliśmy zapoznawcze wycieczki do dwóch stadnin aby zobaczyć jak w rzeczywistości wyglądać może przygoda z końmi. Naszej córce te wycieczki bardzo się podobały (synowi znacznie mniej – on jest entuzjastą piłki nożnej 🙂 ) . Wykupiliśmy kilka jazd aby przekonać się i naszą gwiazdkę, że jazda konna to nie tylko cudowny widok i przeżycie ale również wymagająca praca i dyscyplina. Po pierwszych jazdach okazało się, że pomimo zakwasów jej zapał nie gasł a nawet odnieśliśmy wrażenie, że jeszcze wzrastał.

Z niecierpliwością czekaliśmy na wiosnę by móc na nowo rozpocząć przygodę z „isiakami” i w tym roku wybraliśmy się w jeszcze jedno miejsce. W odróżnieniu od tych poprzednich to miejsce zaczarowało nie tylko naszą córkę ale również i mnie. Dość duży kawał ziemi, nieruszonej przez cywilizację z jednym domem i jedną stajnią przy wielohektarowej łące poprzedzielanej drewnianymi ogrodzeniami otoczony dookoła różnego rodzaju lasami spowodował, że oniemiałem. W takich okolicznościach przyrody wyobrażam sobie dalszą część naszego życia 🙂 . No może dorzuciłbym tam jeszcze jezioro przy skraju łąki (a jest około kilometra od stadniny) i wycinek lasu umożliwiający podziwianie moich ulubionych zachodów słońca.

Ale odszedłem trochę od tematu koni na rzecz moich marzeń 🙂 . Moja córka jak zobaczyła to miejsce i około dziesiątki koni pasących się na łąkach zaniemówiła. Po krótkiej rozmowie z jedną z instruktorek dostaliśmy szczotkę do czesania (pewnie mi się oberwie od znawców, że to nie szczotka) i rozpoczęliśmy wyczesywanie czy czyszczenie konia. Bardzo ciekawe zajęcie, które mi pozwoliło przyzwyczaić się do obecności konia w odległości mniejszej niż kilka metrów. Po chwili o umówionej godzinie instruktorki przystosowały konie i z kilkoma osobami pojechały na plac na którym odbywały się jazdy. Muszę Wam powiedzieć, że niesamowita pogoda tego dnia, śpiew ptaków, które już na dobre zadomowiły się w naszym wiosennym klimacie, brak dźwięków cywilizacji i radość ludzi jeżdżących na koniach dopełnił to uczucie które we mnie wzbierało.

Coś co domknęło ten obraz do całkowitej pełni szczęścia to nieschodzący uśmiech mojej córki i jej wzrok w tych momentach kiedy mijała mnie ćwicząc jazdę na swoim koniu. Powiem Wam, że ja czułem się w tej chwili jakby to moje marzenie się spełniało i to pomimo tego, że przecież tylko obserwowałem jak to jej marzenie się spełnia. Obraz szczęścia w jej oczach i radości jaką na mnie przelewała są warte tego wszystkiego co trzeba zrobić by spełnić jej marzenia. Mam nadzieję, że przygoda z tym miejscem się dopiero dla nas rozpoczyna. Mam nadzieję, że pasja mojej córki będzie rosła razem z nią. Zdaję sobie sprawę, że będzie to wymagało trochę czasu z naszej strony a także zaangażowania pewnych środków – ale po to właśnie mamy ten czas i te środki aby spełniać marzenia – aby robić fajowe rzeczy.

Jeżeli ktoś z Was jest zainteresowany i chce spełnić dzieci, a nawet i swoje marzenia związane z Końmi to podaję Wam namiary na to miejsce. Tutaj znajdziecie stronę stajni Kuźnik na FB. Jeżeli macie ochotę się umówić na jazdę to numery do przesympatycznych  instruktorek. Pani Joanna Stawasz – 661554967  oraz hipoterapeutka Pani Joanna Oleksiak – 667655915. Miejsce jest naprawdę urokliwe, a fakt, że trudno tam trafić dodaje jeszcze więcej tego uroku.

Drodzy marzyciele – zapytajcie bliskie Wam osoby o to o czym marzą. To mogą być Wasze dzieci, partnerzy, rodzice czy przyjaciele. Sprawdźcie czy jesteście w stanie spełnić lub pomóc chociaż odrobinę w spełnieniu takiego marzenia a potem postarajcie się być przy nich w momencie jak się spełnia. Po wszystkim zapamiętajcie to uczucie, które budzi się w Was i napiszcie tutaj jak było 🙂 .

Zachęcam do pokazania artykułu tym, którzy lubią konie i chcieliby rozpocząć przygodę z nimi. Szczególnie osobom z Lubuskiego 🙂 . Zaznaczam również, że nie jest to artykuł sponsorowany a rzeczywisty opis moich odczuć po pierwszej wizycie w tym miejscu 🙂 .

Pozdrawiam serdecznie

marzyciel.

Pokaż znajomym jak spełniać marzenia. Udostępnij post i polub nas na FB

Jedna myśl na temat “Konie na nieboskłonie – jak czerpać z radości dzieci :-) i jedno klimatyczne miejsce.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *