Jutro – dzień, który nie nadchodzi nigdy.

zachod-15

Hej 🙂

Istnieje wiele przeszkadzaczy na drodze do spełnienia marzeń. Jedne istnieją tylko dzięki nam, inne pochodzą z zewnątrz. Na niektóre z nich mamy wpływ – na inne znowu nic nie poradzimy. Ale jest taki jeden rodzaj przeszkadzacza – fachowo nazywa się prokrastynacja. Sam termin oznacza przekładanie czegoś na później. O ile czasami odłożenie czegoś na później w niektórych przypadkach może być ok, to wieczne przekładanie czegoś na jutro w prostej drodze powoduje brak możliwości spełnienia marzenia. Sprawdzimy czy tak jest i u Was no i oczywiście u mnie 🙂

Idąc za wikipedią: Prokrastynacja lub zwlekanie (z łac. procrastinatio – odroczenie, zwłoka) – tendencja, utożsamiana z odwlekaniem, opóźnianiem lub przekładaniem czegoś na później, ujawniająca się w różnych dziedzinach życia. Przez pojęcie prokrastynacji rozumieć należy dobrowolne zwlekanie z realizacją zamierzonych działań, pomimo posiadanej świadomości pogorszenia sytuacji wskutek opóźnienia. Mechanizm prokrastynacji polega na tym, że dzięki odłożeniu wykonania czynności na później początkowo następuje poprawa samopoczucia – pojawiają się radość oraz ulga, że nie trzeba działać natychmiast, a ponadto można zaangażować się w bardziej przyjemne, aktualne zadania. Odwlekaniu na później sprzyja złudzenie, że jutro będzie lepiej. Jednak uświadomienie sobie konieczności wykonania jakiegoś zadania powoduje stres, strach oraz nerwowość spowodowaną poczuciem, że zbyt mało czasu pozostało na dokładne i prawidłowe wykonanie planowanej czynności. Tyle wikipedia 🙂 .

Zapewne znacie to uczucie i ze szkoły i z pracy, a także z domowych zajęć szczególnie tych, których nie lubicie robić. To wszystko idzie jeszcze jakoś zrozumieć. Kiedyś wspominany już przeze mnie Brian Tracy napisał ciekawą książkę: „Zjedz tę żabę” w której fajnie uczy jak rozprawiać się z takimi niechcianymi zadaniami. Ale nie o tym dzisiaj będzie tekst. Gorzej jest gdy prokrastynacja – czyli zamierzone odkładanie na później dotyczy czegoś co chcemy by się przydarzyło – czyli naszych marzeń. Czy to w ogóle możliwe, że przekładamy coś co ma dotyczyć naszych marzeń? Ależ oczywiście, że tak.

Czy zdarza się Wam, że marzycie o czymś ale przekładacie to na później wymyślając tysiące mniej lub bardziej absurdalnych powodów? Czy zdarza się Wam coś takiego, że wmawiacie sobie, że jutro będzie lepszy dzień by zacząć bo będziecie mieli więcej czasu, hajsu, chęci, umiejętności?

U mnie tak było notorycznie. Teraz też mi się zdarza, na szczęście bardzo rzadko i już całkowicie świadomie potrafię wykryć tego gnoma w mojej głowie i przymusić go do odejścia. Podam Wam przykład – rzucanie fajek – zapewne marzenie wielu z Was. U mnie dumnie wykreślone z mojej listy z powodu spełnienia. Nie wiem czy potrafiłbym zliczyć ilość moich postanowień, które brzmiały dokładnie tak: Od jutra rzucam fajki. Być może nawet kilka razy udało mi się wytrwać w tym postanowieniu kilka dni ale większość tych jutrzejszych dni była od razu skazana na porażkę.  Gdzieś widziałem nawet taki dowcip:

„wiesz – napisałem sobie na lusterku w łazience, że od jutra rzucam fajki. Fajna sprawa mówię Ci. Rano wstaję myję zęby – czytam kartkę na której jak byk jest napisane: „od jutra rzucam fajki” myślę sobie, że przecież dzisiaj jest dzisiaj a jutro będzie dopiero jutro i zapalam szluga – od jutra rzucę” 🙂

Podobnie miałem z innym marzeniem. Mam takie zdjęcie z dzieciństwa, stoję sobie z siostrą ja – pięć lat ona trochę poniżej czterech przed klatką lwów w Poznańskim Zoo. Zdjęcie z racji upływu czasu jest oczywiście czarno białe 🙂 . Odkąd urodził się nasz syn, a potem córka marzyła mi się wyprawa z nimi do Zoo. Nie było to marzenie z typu wejść na Kilimandżaro bo stosunkowo łatwo jest je spełnić. Ale wy czytelnicy bloga wiecie, że marzenie nie musi być ogromne.  Było sporo szans na to by się wybrać te 100 kilometrów i odwiedzić zoo, stanąć przed tą samą klatką i przypomnieć sobie tę chwilę sprzed trzydziestu kilku lat mając świadomość, że teraz moje dzieci stoją tam gdzie ja kiedyś, a ja z małżonką stoję tu, gdzie kiedyś moi rodzice młodsi ode mnie.

Potrzebowałem dobrego roku by się zebrać i zorganizować tę krótką, jednodniową wyprawę. Co prawda były również poważne powody, które uniemożliwiały wycieczkę, ale kilkanaście razy przesuwałem datę wyjazdu z wymyślonych przez siebie powodów. W końcu wystarczyła jedna chwila by po prostu ZDECYDOWAĆ, że to w ten dzień jedziemy do Zoo. Tylko tyle. Reszta to już był pikuś. Pisałem już o tej najważniejszej rzeczy przez którą nie da się spełnić żadnego – najmniejszego nawet  marzenia.  Jest tam do wykucia na blachę jedno zdanie – żadne marzenie się nie spełni jeżeli nie zrobię nic by je spełnić. Każde przełożenie realizacja marzenia na „jutro” powoduje, że możemy go nie spełnić. Nie chodzi o to abyście teraz brali Wasze listy z marzeniami i dzisiaj wszystko realizowali – ale jeżeli już weźmiecie jakieś marzenie na tapetę i macie zamiar zacząć jego realizację – to nie przekładajcie tego na jutro – bo jutro to najczęściej dzień, który nigdy nie nadchodzi.

Sprawdźcie na sobie z jakimś małym marzeniem, albo z czymś na co macie ochotę ale przekładacie to na jutro. Zróbcie to dzisiaj i dajcie mi znak jak poszło i co czuliście. Ja za każdym razem czuję satysfakcję i radochę – i myślę, że będziecie czuli to samo.

Pozdrawiam marzyciel.

 

Pokaż znajomym jak spełniać marzenia. Udostępnij post i polub nas na FB

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *