Czy ja zwariowałem? Czyli opowieść o trzech małych kociakach.

Hej 🙂

Wiecie, że jestem fanem zabawy z marzeniami i uwielbiam jak spełnia się jakieś moje marzenie. Jest jednak coś co lubię jeszcze bardziej. Uwielbiam to uczucie gdy widzę jak dzięki temu co robię spełnia się marzenie kogoś z moich bliskich – a w szczególności moich dzieci i żony. Jeżeli czytaliście poprzednie artykuły to wiecie o smutnym wydarzeniu, które nas dotknęło pod koniec października. Bezpośrednim następstwem tego co się stało jest obecna sytuacja. Sytuacja dość dziwna z punktu widzenia osób otaczających nas i ku naszej uciesze wywołująca różne reakcje na to co się obecnie u nas znajduje :-).  Ale zacznijmy od początku.

Od dłuższego czasu nasza córeczka informowała nas o swoim wielkim marzeniu, którym było posiadanie małego kotka. Pewnie jak u większości dziewczynek w jej wieku ta myśl bardzo mocno dominowała podczas rozmów o marzeniach. Obydwoje z żoną byliśmy zgodni co do faktu, że mały kotek dodałby uroku naszej zwierzęcej drużynie a w szczególności kotce Sarze, która niestety swoich kociąt mieć nie mogła z powodów zdrowotnych. Różnił nas tylko termin, kiedy taki kociak miałby się pojawić w naszym domu. Mogliśmy albo czekać na urodziny córki, albo spełnić marzenie już teraz. W międzyczasie dzieci nagrywały film na konkurs, który odbywał się w firmie w której pracuję. Tematem konkursu było pytanie – na co warto oszczędzać i oczywiście mała gwiazdka powiedziała, że za zaoszczędzone pieniądze chciała by kupić wszystkie małe kociaki i szczeniaki 🙂 .

Ostatecznie zdecydowaliśmy wspólnie, że kotek pojawi się w domu już teraz bez czekania na urodziny, które wypadają w marcu. Poszukiwaniem kandydata zajęły się dziewczyny – i już po jakimś czasie mogliśmy pojechać po wybranego kotka. Do samego końca córka nie wiedziała gdzie i po co jedziemy, dopiero na miejscu okazało się, że jedziemy po kotka. Obraz jej wzroku w tamtym momencie będę miał zawsze przed oczami – dzieci mają tę cechę, że potrafią bardzo szczerze pokazywać co czują. Po przyjechaniu do domu pełnia szczęścia była tak wielka, że wokół było prawie widać tęczowe latające jednorożce rozpylające tony szczęśliwego pyłu 🙂 . Wiem – przesadziłem z opisem, ale ciężko jest mi znaleźć odpowiednie porównanie do tego co działo się z naszą córką.

Niestety późniejszy wypadek Sary przyćmił trochę tę radość, z drugiej jednak strony uczucie, które mieliśmy w stosunku do niej zostało teraz w całości skierowane w stronę młodego mieszkańca naszego domu – Łatka. Sara najbardziej z nas wszystkich uwielbiała naszego syna. To u niego najczęściej lądowała na kolanach i to jemu pozwalała na kocie pieszczoty. Wiadomo, że dla dzieci była to bardzo traumatyczna chwila. Porozmawiałem z synem i poprosił mnie o to by, jeżeli się uda, spowodować, że będzie miał kotkę taką jak Sara. Okazało się to możliwe. Pojechaliśmy do rodziny, gdzie nadal żyje kotka, która była mamą Sary i miała w tym momencie trzy małe kotki. Dwa rude koty i trzykolorową kotkę, która bardzo przypominała Sarę jak była mała.

Wiadomo było, że kotka wyląduje u nas w domu i będziemy mieli dwa małe koty. Podczas tej krótkiej wizyty żona kilka razy wspomniała o tym, że najładniejszy jest ten rudy kotek. Najmilej chrupie, najładniej wygląda i już przeczuwałem co się może wydarzyć za chwilę. Otóż zgadliście – na chwilę przed odjazdem żonka oświadczyła, że bardzo – ale to bardzo podoba się jej ten kot i czy miałbym coś przeciw temu byśmy i jego zabrali do domu. Moja odpowiedź mogła być jedna 🙂 – każde z nich chciało mieć na ten moment swojego kota – a skoro życie jest po to by robić fajowe rzeczy to dlaczego nie mieć trzech zamiast dwóch kotów?

Wyobraźcie sobie co się obecnie dzieje w naszym domu. Trzy kociaki, każdy z innym charakterem ale każdy uwielbia się bawić, szaleć, ganiać za zabawkami, chować się w przeróżne miejsca i bawić się ze sobą – czasami dość ostro. W domu jest totalny Meksyk – kociaki dają mnóstwo radości i powodują częste wybuchy śmiechu. Są też przynamniej dla mnie pewnego rodzaju odskocznią. Lubię na chwilę wyłączyć mózg i po prostu obserwować ich wariactwa albo patrzeć jak śpią powtulane w siebie. Taki rodzaj medytacji. Oczywiście opieka nad tymi kociakami, kwestie utrzymania porządku, karmienia, pojenia i dbania o nie wymaga pewnej ilości czasu i kwoty pieniędzy, ale w zamian dały dużo więcej. Spełniły się trzy marzenia.

Od tego czasu jak są z nami – a do momentu publikacji artykułu minęło 9 dni, kilkukrotnie usłyszałem, czy aby na pewno wszystko ze mną w porządku 🙂 . I wiecie co – jak najbardziej wszystko jest ze mną w porządku. Bardzo się cieszę, że zdecydowaliśmy się na to wariactwo. Chcieliśmy mieć te trzy koty na raz i należało to właśnie uczynić. Oczywiście przy spełnianiu tego rodzaju marzenia należy pamiętać o konsekwencjach, czyli masie czynności które trzeba wykonać, czy środków finansowych które należy zapewnić aby kotki mogły się rozwijać i dawać ciągle tę radość którą dają. O tym będzie traktował osobny wpis Świadomość, że są to żywe istoty i należą im się odpowiednie warunki do końca ich dni była obecna u nas cały czas podczas podejmowania decyzji.

Drodzy marzyciele. Nie będę Was namawiał do zapełniania swoich mieszkań i domów większą bądź mniejszą ilością zwierząt – bo nie każdy lubi koty, psy czy inne papugi. Będę Was jednak namawiał do tego , by czasami pozwolić sobie na coś co w oczach innych wydaje się szaleństwem po to by sprawić sobie prezent, by cieszyć się spełnionym marzeniem. Dla jednych będzie to skok ze spadochronem, dla innych zdobycie medalu w kulturystyce, dla jeszcze innych zbudowanie milionowego biznesu a dla nas było to powiększenie rodziny o trzy małe słodkie i wcale nie takie niewinne kocięta 🙂 . Najważniejsze, że zrobiliśmy coś co dało nam bardzo dużo pozytywnych emocji i tego Wam życzę – byście dawali ich sobie jak najwięcej. Życie jest po to by robić fajowe rzeczy.

Pozdrawiam marzyciel

Mrauuuuuu

 

Pokaż znajomym jak spełniać marzenia. Udostępnij post i polub nas na FB

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *