Czasami marzenie spełnia się niespodziewanie – czyli o Halince i braku języka w gębie.

zachod-16

Hej 🙂

Wielokrotnie bywałem świadkiem sytuacji gdy ktoś był bardzo mile zaskoczony tym, że udało mu się zrobić czy przeżyć coś fajnego w tak dużym stopniu, że nawet nie zdążył tego zanotować w głowie. Ciekaw jestem czy mieliście też takie sytuacje. Dzisiaj opowiem o tym jak spełnione marzenie może być na tyle dużym zaskoczeniem, że dopiero po fakcie okazuje się, że to nie tak miało być. Dlaczego warto wiedzieć o tym jakie mamy marzenia i dlaczego warto spodziewać się przyjścia niespodziewanego. No i o co chodzi z tą Halinką 🙂 . Gotowi – zaczynamy więc.

Nie wiem jak Wy, ale ja czasami mam wrażenie, że dookoła mnie większość ludzi skupia swoją energię na przygotowaniu się do tego co złego może nadejść. Na przykład – muszę się przygotować na ewentualność, ze biznes mi nie wyjdzie, albo, że nie dostanę pracy, że nie zdam egzaminu, że nie uda mi się przebiec maratonu i tak dalej i tak dalej. Naprawdę rzadko słyszę jak ktoś mówi – muszę się przygotować na sukces mojej firmy 🙂 , albo muszę się przygotować do pracy, obkupić w garnitury i inne potrzebne akcesoria bo za tydzień mam rozmowę kwalifikacyjną. Podobnie jest z marzeniami. Znacie taki obrazek ze swoich głów?  – bardzo chciałabym polecieć do Paryża na romantyczną kolację. Ale bym się wtedy wspaniale czuła. Tylko niby jak to ma się wydarzyć, przecież on o tym nie pomyśli, a nawet jak pomyśli to nas nie stać, a nawet jak nas stać to kto ogarnie organizację, a gdyby jakimś cudem udało się to zorganizować to na pewno Rayanar będzie odwoływał loty do Francji.

Usłyszeliście tę naszą narodową przypadłość w swoich głowach? Na szczęście coraz więcej ludzi się budzi i widzi, że ma wpływ na swoje życie i na to czy marzenia będą się spełniać czy nie. Czasami dostajemy niespodzianki od losu – takie małe bonusy na które nie jesteśmy przygotowani. Dawno, dawno temu, w krainie świecidełek, przepychu, pudru i kamer też miałem podobną niespodziankę. Ale od początku.

Wiecie już że jestem fanem muzyki – ogólnie muzyki bez jakiegoś zacięcia na style i gatunki. Lubię wszystko co wywołuje we mnie emocje od metalu po muzykę klasyczną. W okolicach 2000 roku zakochany byłem w zespole Brathanki a w szczególności w charyzmatycznej, kipiącej na scenie folkowego rodzaju energią Halince Młynkowej. Jej muzyka nie wszystkim odpowiadała, natomiast we mnie wzbudzała wiele pozytywnych emocji i bardzo lubiłem jej słuchać a jeszcze bardziej oglądać jej występy. Niestety był to czas kiedy średnio mogłem sobie pozwalać na wyjazdowe eskapady na koncerty ponieważ wtedy liczyła się kasa na przetrwanie kolejnego roku studenckiego. Wielokrotnie w głowie pojawiała mi się myśl, że byłoby wspaniale móc spotkać Halinkę – ale nie tak na koncercie, na scenie – tylko tak bardziej kameralnie. Chwilę po tym dochodziła do głosu myśl ściętej głowy – jasne, już ona czeka na Ciebie i chce z Tobą rozmawiać, zapomnij i bierz się do roboty. 🙂

Mniej więcej tak to wyglądało. Oczywiście nigdy nie zadałem sobie trudu by wyobrazić sobie dość szczegółowo tę sytuację i chociażby przez moment pomyśleć o co chciałbym ją zapytać, o czym chciałbym porozmawiać gdybym miał na przykład 10 minut tylko dla mnie i dla niej. Zawsze urywałem mniej więcej w tym samym momencie swoją myśl – a i tak nic z tego nie będzie – i zajmowałem się dalej swoimi zajęciami.

Część z Was, która mnie zna, lub miała przyjemność poznać moje wcześniejsze artykuły wie, że kiedyś wystąpiłem w teleturnieju „Jaka to melodia” Pisałem o tym przy okazji tego wpisu: ale mi się jeszcze żadne marzenie nie spełniło czy aby na pewno?  Gdy pojechałem pierwszy raz na nagranie tego programu byłem totalnie ogarnięty chaosem myślowym ponieważ nie miałem pojęcia co mnie może spotkać, jak jest w tej telewizji, czy dam sobie radę, czy trafię, czy się nie spalę w blokach 🙂 . W życiu nie pomyślałem, że może tam mi się przydarzyć coś o czym od jakiegoś czasu marzyłem 🙂 . Co prawda sam występ w tym programie i wygranie odcinka to też było moje marzenie ale nie jedyne które mi się wtedy spełniło.

Gdy już byłem na miejscu, przeszedłem przez ochronę, dotarłem do studia gdzie nagrywano program i do poczekalni z barem gdzie czekali inni uczestnicy programu odsapnąłem chwilę i postanowiłem zebrać myśli. Ok – jestem już zapisany, do występu mam jeszcze jakieś pół godzinki, co mam robić – przypominać sobie piosenki? – bez sensu, spać? – pewnie nikt mnie nie obudzi, ok – to może kupię coś do picia i poobserwuję ludzi i całą sytuację w której się znalazłem. (bardzo to lubię – obserwacja sytuacji w której jestem – fajna zabawa – kiedyś to opiszę). Stanąłem więc w kolejce do baru po jakieś picie i czekam. Przede mną w kolejce z siedem – osiem osób. Stoję za piękną kobietą, ciut wyższą ode mnie, ze znajomym uśmiechem. Chwilę się przypatrywałem próbując sobie przypomnieć gdzie ją widziałem, odwróciła się do mnie, popatrzyła w oczy i uśmiechnęła się. W tym momencie do mnie doszło – Halinka Młynkowa – czeka przede mną na swoją kolejkę i się do mnie uśmiecha. Mam około 5 – 10 minut na rozmowę z Halinką. Mogę spytać ją o co chcę, mogę posłuchać jak opowiada, mogę opowiedzieć jej o sobie mogę, mogę mogę…. Nic nie mogę – nie mam języka w gębie, stoję jak zamurowany, wpatrzony w jej oczy, i mam totalną pustkę w głowie. Nawet nie wiem czy nie miałem otwartej twarzy w tym momencie.

Wiecie co powiedziałem? Przepraszam, czy mogę prosić o autograf… Oczywiście dostałem ten autograf i przez resztę czasu w kolejce milczałem zacięcie jak bym zapomniał wszystkich słów. I już wiedziałem, że za parę minut ta szansa na spokojną rozmowę się skończy. I nic nie zrobiłem. Halinka po tym jak kupiła jakiś napój poszła usiąść przy stoliku by zaczekać na wejście do studia gdzie miała nagrać piosenki do kolejnych programów a ja z innego miejsca sali ukradkiem się jej przypatrywałem.

Tyle

A wystarczyło wcześniej uwierzyć, że to się może wydarzyć i pomyśleć chwilę o tym jak się zachowam gdy już dojdzie do takiego spotkania. Mogło się okazać, że rozmowa byłaby ciekawa dla obydwu stron, że przenieślibyśmy się do stolika razem, że być może byłaby szansa na poznanie Halinki nie jako gwiazdy a jako człowieka.

Halinka – jeżeli to czytasz to wiedz, że tym uśmiechem i autografem spełniłaś czyjeś marzenie 🙂 , a jeżeli pamiętasz to spotkanie (chociaż nie bardzo jest co pamiętać oprócz zamurowanego i prawie nic nie mówiącego chłopaka) to daj znak czy rzeczywiście istniała szansa na chwilę rozmowy 🙂 .

Kochani marzyciele – nie bójcie się wierzyć w to, że Wasze marzenia się spełnią. Nie stawiajcie ich na półkę pod tytułem – i tak nie ma szans. Nie sabotujcie siebie samych setkami powodów dlaczego akurat miałoby się nie udać. Pozwólcie w Waszych głowach rozwinąć się obrazowi, który pokaże co by było, gdyby jednak udało się spełnić marzenie. Jak byście się czuli, co byście zrobili, albo o co byście zapytali swoją Halinkę Młynkową gdyby się okazało, że jest szansa na rozmowę z nią.

Jestem ciekaw czy mieliście podobne niespodziewanie spełnione marzenia.

Pozdrawiam Serdecznie – marzyciel.

Pokaż znajomym jak spełniać marzenia. Udostępnij post i polub nas na FB

2 myśli na temat “Czasami marzenie spełnia się niespodziewanie – czyli o Halince i braku języka w gębie.”

  1. Czasem rzeczywiście niepostrzeżenie się spełniają. Ja marzyłam o wyjeździe do Drezna. Nigdy jednak się nie składało.. kasa.. inne priorytety.. aż okazało się, że „muszę” pojechać do Drezna z moim synem, który po prostu miał tam występ taneczny. I ot tak-znalazłam się w swoim wymarzonym mieście, gdzie spędziłam uroczy wieczór, spacerując i chłonąc atmosferę 🙂

    1. Pewnie jak się zastanowimy to znajdziemy u siebie więcej takich marzeń spełnionych z zaskoczenia i przy okazji czegoś innego. Najważniejsze, że je mamy i że się spełniają 🙂 . Fajna jest ta świadomość w danym momencie, że właśnie spełnia się coś o czym marzyliśmy – prawda?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *