Boże daj mi jakiś znak!!! – czyli dlaczego warto pamiętać o marzeniach i reagować na znaki.

zachod-18

Hej 🙂

Zapewne każdy z Was ma jakieś swoje ulubione filmy – tak samo jest i u mnie. Kojarzycie film Bruce Wszechmogący z niezapomnianą rolą Jima Carreya, niesamowitego w każdym calu Morgana Freemana i zjawiskową Jennifer Aniston? Jest w filmie pewna scena, jak zdesperowany Bruce, który stracił robotę, został pobity, pokłócił się z dziewczyną jedzie ulicą krzycząc do Boga by ten dał mu jakiś znak jak ma postąpić. W tym samym czasie mija wiele znaków drogowych wskazujących mu zbliżające się zagrożenie, które oczywiście ignoruje i ich nie zauważa. Dlaczego wspominam o tym filmie i co on ma wspólnego z marzeniami? Chodzi właśnie o te znaki. A jeżeli dodam, że dochodzi tego wanna, tablet, czyjeś marzenie sprzed ponad 15 lat i Michał Bajor? Brzmi ciekawie? To zapraszam do czytania.

Pamiętacie jak pisałem o marzeniach o kotlecie schabowym, które tłukły mi się po głowie na truskawkowych polach? Był to czas gdy pracowaliśmy w Niemczech za czasów studenckich na polach i w sadach by zarobić na studia. Z oczywistych względów nie było wtedy mowy o tym, by sobie zapuścić z Youtube ulubioną muzę czy obejrzeć na różnych serwisach ulubione filmy czy seriale. Dlaczego nie było to możliwe? Ano dlatego, że nie było Youtuba ani mobilnego internetu 🙂 – tak, były kiedyś takie czasy.  Na bardzo dużą grupę osób jaka pracowała w moim trzecim sezonie truskawkowym  mieliśmy bardzo niewiele nośników zawierających polską muzykę. Była wśród nich kaseta magnetofonowa z piosenkami Michała Bajora. Oczywiście kaseta była dość mocno maltretowana i przesłuchiwana wzdłuż i wszerz, dzięki czemu dość mocno część piosenek tego wybitnego artysty wbiła mi się do głowy. Z tamtego okresu pamiętam też naprzemienne oglądanie dwóch zestawów filmów – pierwszy to trylogia Sami Swoi z Kargulem i Pawlakiem, a drugi to Ogniem i mieczem Jerzego Hoffmana. Znaliśmy te filmy na pamięć i potrafiliśmy cały film odgrywać dialogi z grającymi tam aktorami. W każdym razie – z tamtego okresu muzycznie w mojej głowie Michał Bajor dość mocno dał o sobie znać.

Wracamy do późniejszych czasów. Czytając moje poprzednie wpisy wiecie już, że muzyka stanowi dla mnie i mojej rodziny dość ważny element naszego życia. Z moją małżonką lubimy od czasu do czasu spędzić piątek lub sobotę wieczór na kontemplowaniu muzyki. Jak to wygląda? Mianowicie odpalamy nieskończoną kopalnię muzyki i po kolei fundujemy sobie te utwory, które z jakiegoś powodu wzbudzają w nas emocje i chcemy je usłyszeć. Wielokrotnie podczas tych wieczorów, gdy dzieciaczki już smacznie śpią a brak obowiązków i rozgrzewające wino pozwalają umysłowi na rozluźnienie pojawiają się te piosenki, które gdzieś głęboko w nas siedzą i chcą wyjść na światło dzienne i coś nam powiedzieć. W takich momentach moja żona bardzo często odpalała właśnie różne piosenki wspomnianego wyżej Michała Bajora wspominając przy tym, że bardzo chciałaby być kiedyś na jego koncercie. To uznajmy za epizod pod tytułem: „Michał po raz drugi” 🙂 .

W końcówce ubiegłego roku przeglądałem sobie Facebook-a  podczas niestandardowej, dłuższej kąpieli w wannie z kuflem ulubionego browarka i tabletem w dłoni. Wiem, że inspektor BHP – ewentualnie serwis gwarancyjny producenta tableta nie pochwalają takiego zachowania – ja jednak w momencie kiedy mam na to czas i ochotę, korzystam z tego medium podczas dłuższej relaksującej kąpieli 🙂 jak kiedyś z książek. W pewnym momencie zauważyłem reklamę zdaje się strony ebilet.pl pokazującej mi, że w mieście oddalonym ode mnie o 12 kilometrów w okolicach walentynek odbędzie się koncert Michała Bajora. Neurony w głowie zaszalały, pokazały obraz ze wspomnianego na początku filmu o znakach, przypomniały sytuację gdy na kolanach zaliczałem kolejne kilometry za maszyną sadzącą truskawki oraz liczne wieczory, gdzie moja małżonka z rozmarzonym wzrokiem mówiła o koncercie Michała. Zachowałem się inaczej niż Jim Carey. Nie zignorowałem znaku tylko leżąc w wannie w gorącej wodzie dokonałem zakupu dwóch biletów na lutowy koncert widząc oczami wyobraźni jaką dawkę radości zafunduję mojej żonie 🙂 .

Bilety wywołały niemały entuzjazm, ale wydarzył się tak zwany zonk. Z powodów zdrowotnych wokalisty koncert został przesunięty o kilka miesięcy i w ostateczności zamiast w okolicach walentynek i urodzin mojej żony odbył się w maju. Nie umniejszyło w żaden sposób wrażeń z koncertu, mógłbym nawet powiedzieć, że dłuższe oczekiwanie na wyśmienitą muzyczną ucztę spowodowało przynajmniej u mnie jeszcze większy apetyt i jeszcze większe wrażenia ze smakowania wybitnego kunsztu artystycznego jaki było mi dane zobaczyć tego pamiętnego wieczoru.  Nie wiem czy macie takie same odczucia w przypadku gdy musicie chwilę dłużej poczekać na coś o czym marzycie. U mnie to dłuższe oczekiwanie objawia się przeważnie tym, że sam moment spełnienia marzenia smakuje jeszcze intensywniej niż gdyby udało się to w najszybszym z możliwych terminów. Michał Bajor jest bardzo wesołym i spełnionym artystą. Szczerze polecam udział w jego koncercie.

Dlaczego opowiadam tę historię i jaki jest z niej morał. Gdybym nie przywiązywał uwagi do marzeń to fakt, że ten koncert jest marzeniem mojej żony nie zostałby pewnie na długo w mojej głowie. Gdyby nie to, że nasze muzyczne wieczory wielokrotnie odsłaniają nasze tęsknoty za przeżyciami związanymi z muzyką, z konkretnymi utworami i artystami wywołującymi określone emocje nie wiedziałbym, że taki koncert Michała Bajora może dać mojej żonie i mi bardzo wiele pozytywnych emocji i przeżyć. Gdybym nie miał tego faktu zapisanego w mojej liście marzeń reklama umknęłaby mi w natłoku setek podobnych reklam – nie zauważyłbym ewidentnego znaku.

Drodzy marzyciele, uwierzcie mi, jeżeli pozwolicie dojść do głosu swoim marzeniom, jeżeli odpowiednio o nie zadbacie, będziecie o nich pamiętać w natłoku codziennych obowiązków – zaczniecie zauważać możliwości ich spełnienia. Czasami będzie to rozmowa z kimś bliskim, czasami artykuł w gazecie czy na blogu, czasami niezbyt rozsądnie zauważona reklama na facebooku w tablecie trzymanym w dłoni podczas kąpieli w wannie 🙂 . Te znaki będą się pojawiały jak znaki na poboczu drogi wysyłane Bruce’owi prze Boga. On je zignorował pomimo tego, że ich szukał. Wy ich nie zignorujecie. Dajcie tylko szansę Waszym marzeniom na to byście sobie o nich przypomnieli. Zróbcie listę marzeń. To wydaje się proste, ale takie nie jest. W codziennej gonitwie nie myślimy o marzeniach pozostawiając sobie na to czas w bliżej lub dalej nieokreślonej przyszłości – a czas na marzenia i na ich spełnianie jest właśnie teraz.

Życzę Wam jak najwięcej znaków pokazujących jak spełniać marzenia na Waszej drodze i jednocześnie ostrzegam – leżenie w gorącej wodzie w wannie z zimnym browarkiem w jednej ręce i tabletem w drugiej grozi co najmniej utopieniem tableta i jego nieodwracalnym uszkodzeniem.

Na koniec podsyłam garść linków, które mogą okazać się Wam przydatne:

www.ebilet.pl – strona na której znajdziecie mnóstwo ciekawych wydarzeń artystycznych – być może tych, o których od dawna marzycie

Michał Bajor – strona oficjalna Michała Bajora – tam możecie zapoznać się z twórczością, planami koncertowymi i wydarzeniami związanymi z Michałem.

Bruce Wszechmogący – recenzja na Filmweb, która może Was skutecznie zachęcić do obejrzenia filmu jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście.

Kto wie, może i sam Michał Bajor będzie miał chwilę czasu by dowiedzieć się z tego miejsca, że spełnił czyjeś marzenie 🙂 .

Pozdrawiam Serdecznie – marzyciel.

 

Pokaż znajomym jak spełniać marzenia. Udostępnij post i polub nas na FB

5 myśli na temat “Boże daj mi jakiś znak!!! – czyli dlaczego warto pamiętać o marzeniach i reagować na znaki.”

  1. Ja zawsze miałam marzenie żeby móc latać jak ptak niestety mam lęk wysokości. Koleżanki więc postanowiły na urodziny podarować mi lot w tunelu aerodynamicznym w lesznie. Dziewczyny spełniły jedno z moich marzeń teraz czas spełniać kolejne.

    1. Wow 🙂 . A wiesz, że jest to również jedno z marzeń na mojej liście? Dużo o tym myślałem, ponieważ sam chciałem zawsze skoczyć ze spadochronem ale strach mnie blokował. W jakimś programie kilka dni temu widziałem reportaż o wspomnianym przez Ciebie tunelu i wyglądało to zachęcająco. Czy możesz podzielić się ze mną i z czytelnikami bloga swoimi wrażeniami? Nie ma to jak opinia kogoś kto samodzielnie spróbował swojego marzenia. Co czułaś jak „leciałaś” w tunelu? No i gratuluje koleżanek 🙂

      1. Dzięki🙂 Dla mnie też skok ze spadochronem to by za dużo było… Lot w tunelu bardzo mi się podobała a emocje mi towarzyszące ciężko opisać najlepiej samemu sie przekonać.Trochę głośno to wszytko chodzi i człowiek taki niezwyczajny do takiej tuby wchodzić ale sam lot rekompensuje wszytko. I powiem od razu że minuta to za mało trzeba od razu 2 brac albo więcej. Bać się na pewno nie ma czego bo w środku jest instruktor. Mi po locie uśmiech nie schodził z twarzy. A koleżanki faktycznie mam niezastąpione.

        1. Dziękuję za relację, jeżeli ktoś się zastanawia nad spełnieniem tego marzenia, niech pisze tutaj, mam nadzieję że Sara odpowie na Wasze pytania 🙂 . A możesz napisać jaki jest koszt takiej przygody?

  2. To był prezent więc ja za niego nie płaciłam ale z tego co sprawdzałam to minuta lotu kosztuje ponad 100 złotych, mają też różne vouchery w których wychodzi taniej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *