A gdyby tak nie było Habituacji? O uchu i kozie i o tym co to ma wspólnego z marzeniami.

Hej 🙂

Wyobraźcie sobie sytuację, gdy wstajecie rano z łóżka i przyglądacie się swojemu partnerowi i aż Was radość rozpiera i coś krzyczy w Waszym sercu: „Wow ale ja mam szczęście  – ale ekstra dziewczyna/facet tu leży” 🙂 . Albo inaczej, schodzicie na ulicę by pojechać do pracy, naciskacie pilota od auta, słyszycie pyk pyk i znowu ten sam głos w głowie krzyczy: „Wow – mam auto, mogę jechać samochodem do pracy, nie muszę gibać rowerem – ale jazda, zawsze marzyłem o samochodzie”. I tak codziennie. Czy to nie byłoby wspaniale móc tak cieszyć się za każdym razem z tego co mamy? Dlaczego jednak jest inaczej? Dlaczego żona, auto, dzieci, dom, komputer, telefon, tytuł naukowy, zdobyte umiejętności, meble, ulubiona potrawa czy wymarzone miejsce już tak nie cieszą i co ma do tego Koza? Ciekawi – zatem zaczynamy.

W zeszłym tygodniu nie napisałem artykułu ponieważ nie byłem w stanie. Epidemia grypy dorwała i nas wszystkich po kolei. Poczułem znowu niestety trafność fraszki Kochanowskiego: „Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz” Zdanie którego moc ostatnio poczułem bardzo mocno na swojej skórze. Do ogólnie złego stanu zdrowia dołączyło u mnie coś co spowodowało ogromny ból głowy i ucha wymagający posiłkowania się prochami przeciwbólowymi –  a musicie widzieć, że strasznie tego nie lubię. Na szczęście po kuracji antybiotykowej ból już minął a pozostało mi jedynie ciągłe piszczenie w zatkanym i prawie niesłyszącym lewym uchu. Ma to swoją dobrą stronę – mój mózg powoduje teraz nakładanie dźwięków z lewego i prawego ucha na siebie w efekcie czego jak rozmawiam z kimś to słyszę jakby rozmówca mówił głosem wyższym niż w rzeczywistości. Coś jak Cheap i Dale z bajek Disneya 🙂 .

fot: http://disney.wikia.com/wiki/Chip_and_Dale

W każdym razie mierząc się z bólem i bezsilnością moje marzenia poleciały tymczasowo na półkę z napisem „potem” a jedno usilnie tłukło bezlitośnie w bolącą i tak głowę. Niech przestanie boleć, niech przestanie boleć. W końcu przestało – a ja budząc się rankiem z uśmiechem na twarzy stwierdzam, że jest super bo tylko piszczy ale nie boli 🙂 . Uświadomiłem sobie bardzo mocno coś o czym wspominał Jakub B Bączek na wykładzie w Poznaniu. Habituacja – w skrócie – proces powodujący, że przestajemy zauważać bodziec który trwa. To jest przyczyna, że nie cieszymy się tak samo ze zdrowia normalnie – jak zaraz po wyjściu z choroby. Po samą  naukową definicję odsyłam do Wikipedii 🙂 .

Habituacja powoduje na przykład, że przestaje nam przeszkadzać dźwięk klimatyzacji w pomieszczeniu, czy tykanie zegara wskazówkowego. Znam człowieka, nawet całkiem dobrze, któremu nie przeszkadza – ba on nawet nie zauważa przelatujących codziennie nad jego mieszkaniem dziesiątek boeingów i airbusów. Jak u niego jestem, to za każdym razem słyszę te ogromne maszyny bo lecą naprawdę nisko – a on zdaje się nie zauważać, że w ogóle coś przeleciało. Habituacja powoduje, że przestajemy zauważać przykry zapach – przyzwyczajamy się do niego i tyle. Habituacja powoduje, że przestaje nam przeszkadzać uwierająca metka od ubrania czy szczekający pies sąsiada (chyba, że strasznie nie lubimy sąsiada to wtedy wiadomo – nawet mrugnięcie oczami tego psa zauważamy).

W sumie spoko – przyzwyczajamy się do niedogodności fizycznych czy psychologicznych tego świata – czyli habituacja to coś fajnego. Ale jest też druga strona medalu. Habituacja powoduje, że auto którym jeździmy wydaje nam się takie oklepane, stare, zwyczajne i nie jest niczym specjalnym – a przecież tak nas cieszyło gdy je kupowaliśmy. Znacie to? Albo nowy telefon – temat na czasie. Jak ten nowy potrafi ucieszyć – ile ma wspaniałych funkcji, a jaki wyświetlacz duży i aparat z pierdyrialdem mega pikseli, i sam gada, świeci, i powoli myśli za nas. A po dwóch, trzech tygodniach już tak nie cieszy. Chociaż znam też osobę, która kocha swojego Iphona jak na początku tak i teraz i zawsze i na wieki 🙂 . Na końcu artykułu jest link do ciekawego filmu rzucającego trochę światła na to czemu tak szybko habituujemy sobie część spełnianych marzeń. Polecam obejrzeć.

Jeszcze gorzej ma się sprawa z tak zwanym życiem codziennym czy relacjami. Pamiętacie to uczucie kiedy pierwszy raz całowaliście się z Waszym ukochanym/ukochaną? A moment kiedy pierwszy raz się kochaliście? To też niestety ulega procesowi habituacji. Cholerna habituacja, a przecież za każdym razem moglibyśmy się czuć jak za pierwszym razem. Czy to nie byłoby wspaniale? Albo wyobraźcie sobie, że robicie sobie, czy Waszemu partnerowi  coś co bardzo lubicie zjeść. Staracie się jak możecie ciesząc mordkę na samą myśl o tym, jak za chwilę on/ona rozkoszować się będzie paletą smaków wydobytą z tego kunsztownego dzieła kulinarnego. A tu co? O schabowy, fajnie. Karkóweczka, ok. Gęś pieczona w sosie z borowików rosnących na najlepszym zboczu góry zebrane samym świtem, znowu? Chrum, mniam, chrup, bek i po obiedzie. Pierwszy smakował wybornie, ale po kilku latach – pomimo, że jest jeszcze lepszy, wyborniejszy i smaczniejszy to został zhabituowany.

Czy jest na to rada? Czy da się przerwać proces habituacji? Na szczęście tak. Ja znam dwa sposoby i teraz Wam je pokażę. Pierwszy to zwyczajna wdzięczność za to co udało mi się osiągnąć, za to co mam w życiu, za to czym zostałem obdarowany. Taki ostry ból głowy jaki przyszło mi niedawno czuć pozwala docenić te dni kiedy łeb nie naparza. Pozwala delektować się tym zwyczajnym stanem zdrowia na który codziennie nie zwracam uwagi. Jestem wdzięczny za to jak dotąd ułożyło mi się życie – chociaż nie zawsze było różowo i były też traumatyczne momenty. Ale nadal żyję, nadal mam rodzinę, nadal jestem z osobami które kocham i które mnie kochają. W momentach kiedy dochodzi do mnie fakt ile mam w życiu szczęścia, ile rzeczy poukładało mi się tak jak chciałem czuję bardzo duże pokłady wdzięczności. Polecam to każdemu z Was. Zastanówcie się czy wokół Was znajdują się osoby, rzeczy, stany, zdarzenia czy okoliczności za które możecie być wdzięczni. To pomaga zwalczyć habituację i poczuć na nowo radość ze spełnionych kiedyś marzeń.

Drugi sposób jest inny. Na tak zwaną Kozę. Wiecie jak to działa? Pomoże w tym dowcip który bardzo lubię. Dowcip pozwolę sobie zacytować:

„Przychodzi biedny Żyd do rabina i prosi o radę:
Oj, mądry Rebe, pomóż mi. To moje życie takie ciężkie: mieszkam w niewielkiej chatce z żoną, czwórką dzieci, babcią, dziadkiem i jeszcze teściową. Już się zupełnie nie mieścimy w tej małej izdebce. Oj pomóż, mądry Rebe…
Na to Rabin powiada:
Słyszałem, że masz w obórce kozę?…
– Tak Rebe, mam jedną kozę, co daje mleko, którym karmię dzieci.
– To ją teraz sprowadź do domu – mówi rabin.
Rebe, Rebe, co ty mówisz?… Ja, żona, czwórka dzieci, żona, teściowa i jeszcze koza?… To jak ja teraz będę mieszkał?…
Ale rabin był nieubłagany – musisz wprowadzić sobie kozę do domu!!
Za parę tygodni rabin spotyka tego Żyda i pyta się:
– A co tam Icek u ciebie?
Oj Rebe. Teraz to już zupełnie nie da się żyć w domu. Ja, żona, czwórka dzieci, żona, teściowa, dziadek i jeszcze teraz ta koza. To już nie jest życie.
Na to rabin powiada:
– To zabierz kozę z powrotem do obórki.
Za niedługo rabin jeszcze raz spotyka Żyda i pyta się go:
Jak tam Icek, w twoim domu?…
– Oj, Rebe. Jakiś ty mądry! Jak my teraz mamy w domu dużo miejsca. Świetnie mieścimy się w tej izdebce – ja, żona, czwórka dzieci, żona, teściowa i dziadek. Oj jakiś ty mądry, Rebe…”

Drodzy marzyciele – jeżeli nie wystarczy Wam wdzięczność za to co już macie by Wasze marzenia się nie habituowały zatrudnijcie kozę. Koza działa w obydwie strony, ale ma szczególną zdolność do budowania ponownego zadowolenia z posiadanych rzeczy, z członków rodziny z którymi dzielicie życie, z miejsca w którym się znajdujecie. Nie wierzycie? Wsiądźcie na dwa tygodnie z powrotem do autobusu zamiast jeździć autem do pracy. Albo jak jeździcie autobusem do przez dwa tygodnie jeździcie rowerem. Jeździcie rowerem – to spróbujcie iść na pieszo. Chodzicie na pieszo – to spróbujcie iść na boso albo w za ciasnych butach. Za każdym razem jak pogonicie kozę do obory to zobaczycie jakie buty są wygodne, jak fajnie jedzie się rowerem, autobusem czy w końcu wysłużonym autem.

Ja cierpliwie czekam aż koza w postaci piszczenia w uchu sobie pójdzie a ja na nowo będę mógł cieszyć się z cudownych dźwięków gitary, która teraz brzmi dla mnie jak bym słuchał kogoś przez dwie kołdry.

Obiecany link do filmu na stronie świadomy konsument na FB. Może wydawać się niektórym śmieszny ale skłania do przemyśleń jak mocno habituacja została spotęgowana przez tych, którzy chcą nam wmówić, że potrzebujemy więcej niż potrzebujemy.

..

Konsumpcjonizm we współczesnym świecie

Opublikowany przez Świadomy Konsument na 25 stycznia 2018

Jestem ciekawy Waszych przemyśleń na temat habituacji, kozy i tego dość kontrowersyjnego filmu.

Pozdrawiam Was serdecznie i życzę zdrowia.

marzyciel.

Pokaż znajomym jak spełniać marzenia. Udostępnij post i polub nas na FB

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *